Czarnobyl część 3

4 października 2016 – 3 dzień cd.

 

Jak wracaliśmy z „Oka Moskwy” to minęliśmy wojskowe pojazdy. Ledwo odjechaliśmy spod bramy a oni tam właśnie dojeżdżali. Mieliśmy trochę szczęścia, że stamtąd wyjeżdżamy, bo raczej na swobodną eksplorację nie mielibyśmy szans.. Do tej pory nikt nie wie, po co oni tam jechali. Nawet nasi strażnicy byli zdziwieni.

Następnym punktem była miejscowość Czarnobyl. Czarnobyl leży w 3 kręgu Strefy i chcąc tam wjechać od strony elektrowni trzeba przejść kontrolę dozymetryczną – zarówno ludzie jak i pojazdy.

Pierwszym odwiedzonym tam miejscem było takie małe muzeum pojazdów biorących udział w usuwaniu skutków awarii.

Zaraz po tym był Pomnik Strażaków. Bardzo charakterystyczne miejsce. Z pewnością nie jedna osoba z Was natrafiła na zdjęcie tego pomnika w internecie.

Ale ja oczywiście dobrego przemyślanego zdjęcia nie mam znów ;)A dlaczego ? Bo zatrzymały mnie zakupy 😉 Na parkingu, na którym się zatrzymaliśmy, aby dojść do pomnika był sklepik z pamiątkami ! (to był sklep ze wszystkim ale pamiątki były także). Cała nasza grupa udała się tam od razu. Bo jak sobie nie kupić pamiątki z samego Czarnobyla ? Nie dałoby rady. Zanim się ogarnęłam okazało się, że jestem ostatnia w kolejce i zamiast iść najpierw pod pomnik to ja tam stałam do końca. Przyćmienie dopada wszędzie 😉 Jak wyszłam ze sklepu – przeszczęśliwa z kubkiem i magnesami to okazało się, że prawie wszyscy są już i po zakupach i po zwiedzaniu pomnika. To szybko tam pobiegliśmy, zrobiliśmy błyskawicznie jakieś zdjęcia i zawróciliśmy. Ja bym może ciut wolniej ten temat ogarnęła 😉 ale mój narzeczony nie znosi jak się spóźniam i popędzał mnie nerwowo ;).

Kolejnym punktem w Czarnobylu był Anioł Śmierci (powyższe zdjęcia) i aleja z tabliczkami miast („pomnik” wymarłych miast), które zostały wysiedlone w wyniku awarii reaktora. Nawet nie wiedziałam, że jest tego tyle…

Przeszliśmy przez park i doszliśmy do pomnika W.I. Lenina. Obok znajduje się budynek, w którym toczył się proces czarnobylski, czyli proces ludzi odpowiadających za awarię.

w parku
w parku
na wyjściu z parku
pomnik W.I. Lenina
mapka Strefy przy pomniku Lenina
tablica informacyjna
przymierzam się do postawy wodza 😉
w tym budynku toczył się proces czarnobylski

Następnie udaliśmy się do pięknej cerkwi, do której niestety nie udało nam się wejść, gdyż bramy były zamknięte.

Ważna rzecz – w Czarnobylu mieszka trochę ludzi. Mieszkają tam też tymczasowo pracownicy elektrowni. Jest tam także poczta, z której zostały wysłane później nasze kartki.

Przejeżdżając przez miasto widać sporo opuszczonych budynków, mocno zaniedbanych ale też można spotkać pasące się krówki 😉

Kolejnym punktem był port nadrzeczny.

A ostatnim postój przy tabliczkach z nazwą miejscowości – Czarnobyl. Każda wycieczka musi się tam zatrzymać i zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. My oczywiście też mamy 🙂

Bardzo żałuję, że nie udało nam się pospacerować trochę po mieście. Przejeżdżaliśmy naszymi autobusikami z punktu do punktu a coś czuję, że mogłoby być fajnie gdybyśmy mogli się tam przespacerować. Niestety na to nie było też za dużo czasu, gdyż mieliśmy jeszcze dużo do zobaczenia tego dnia i w kolejnych…

Zatem opuściliśmy Czarnobyl i pojechaliśmy do  stołówki pracowniczej na obiad. Ogólnie rzecz biorąc to nie było aż tak źle. Obiad składał się zawsze z pierwszego i drugiego dania, na osobnym talerzyku były zawsze surówki a także z deseru i do tego były zawsze dwa rodzaje kompotu. Trochę tak dziwnie było spożywać posiłki tak blisko elektrowni. No dziwnie i tyle. Do końca sama nie potrafię sobie tego wyjaśnić… Parę razy zdziwiło mnie mięso, bo nie wiedziałam co to może być za mięso, ale jak widziałam, że pracownicy jedzą, je Paweł, je dr Rabiński to też jadłam ;). Przy wejściu do stołówki zawsze przechodziliśmy przez bramki dozymetryczne. No i tam też znajdowały się toalety, więc to był bardzo ważny punkt w ciągu dnia ! 😉

Po obiedzie udaliśmy się także do bardzo znanego miejsca w Strefie – ośrodek wypoczynkowy.

Zatrzymaliśmy się przy drodze i udaliśmy się kawałeczek leśną dróżką wprost do samego ośrodka. Najbardziej, co stamtąd pamiętam, to jak ktoś zaczął się śmiać, że jakby to było jakby nas się doczepił jakiś czarnobylski kleszcz. No i to starczyło aby wzbudzić mój strach 😉 i czujność i już nie za bardzo miałam ochotę spacerować po tym lesie haha 😉 Ktoś mnie tam pocieszył, że tak szczelnie jestem ubrana, że raczej mi nigdzie nie wejdzie. Fakt, bo z racji końcówki choroby miałam na sobie prawie ciągle czapkę, kilka warstw ciuchów i zawsze przykrytą szyję, choć było tam dość ciepło i niektórzy się rozbierali tylko do jednej bluzki/bluzy. W każdym bądź razie kleszcza nikt nie złapał 😉

Ośrodek ten też już jest bardzo zniszczony, ale bardzo charakterystyczne malowidła na domkach utrzymują się jeszcze dość dobrze.

Później udaliśmy się tak jakby w miejsce po drugiej strony drogi. Nie pamiętam dokładnie co to za miejsce i nie chcę wymyślać aby nie skłamać. Na pewno dojeżdżając tam drogą wśród łąk/pola kazano nam wypatrywać koni Przewalskiego. Konie te zostały tam sprowadzone, by mogły się rozmnażać, żyjąc dziko. Niestety nie udało nam się ich dojrzeć. W miejscu, do którego dotarliśmy najbardziej zapamiętałam punkcik, w którym był jakiś element radioaktywny i każdy sprawdzał odczyty na dozymetrach. Piszczały wszystkie ale nie były to jeszcze duże dawki.

( *aktualizacja 15.01.2017 – od zaprzyjaźnionej osoby dowiedziałam się, że to baza sprzętu rolniczego – dziękuję)

gorący punkt

W miejscu tym były także różne wraki maszyn, pojazdów i najbardziej charakterystyczny był autobus.

To tam pierwszy raz dorwałam dozymetr i wszędzie sprawdzałam poziom promieniowania. Jadąc ze Strefa Zero nie potrzeba mieć swojego dozymetru, bo oni kilka mają, które krążą między uczestnikami i na pewno każdy choć raz może się na niego załapać. A to taki fajny dodatkowy dreszczyk emocji 😉

Stamtąd udaliśmy się do Kopaczi i chyba jednego zachowanego budynku w tym mieście – przedszkola. Kopaczi znajduje się bardzo blisko elektrowni i wszystko tam było bardzo skażone, w związku z tym zrównano to miasto z ziemią.

Przedszkole było pierwszym budynkiem w Strefie, do którego weszliśmy. Bardzo dziwne uczucie. Te lalki, buciki, łóżeczka sprawiają takie upiorne i zarazem smutne wrażenie.

I tak dotarliśmy do godz. 14-15. Sporo jeszcze się działo tego dnia, więc dalsza relacja w kolejnej części…

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *