Czarnobyl część 2

4 października 2016 – 3 dzień

 

Pobudka ok. 5 rano. Ok. 6.30 dotarliśmy na śniadanie w „Starym Tallinie”. Tak naprawdę był to obiad w porze śniadaniowej. Ale pyszny i starczyło do obiadu w porze obiadowej 😉

O 7.40 mieliśmy stawić się (i się stawiliśmy) na stacji w Sławutyczu i wejść do pociągu, który miał nas zawieźć prosto do Elektrowni Czarnobylskiej. Jeszcze wieczorem po kolacji sprawdziliśmy gdzie to dokładnie jest i ile czasu zajmuje dojście. Od hotelu było to jakieś 5 minut drogi.

Nie mam zdjęć pociągu ani ze stacji, gdyż Paweł powiedział nam dzień wcześniej, że ludzie, którzy jeżdżą codziennie tą kolejką nie za bardzo życzą sobie być fotografowani. Powiedział nam także, że mamy wejść do pociągu, ale żebyśmy się rozproszyli po nim, nie byli w skupieniu i żebyśmy nie robili w środku także zdjęć, na których byliby widoczni pasażerowie, no chyba, że zapytamy się i ktoś nam na to pozwoli. A że ja nie mówię po ukraińsku czy po rosyjsku to nawet nie próbowałam :/

Jeśli chodzi o pociąg to jest to pociąg, który jedzie rano 3 razy po godz 7, co 20 min i wiezie pracowników elektrowni do pracy. Nie kupuje się tam biletów. Zatrzymuje się po drodze raz, jakiś kawałeczek od Sławutycza, a później jedzie prosto do samej elektrowni. Jest to eksterytorialna kolejka biegnąca przez Białoruś i pokonywaliśmy nią jakieś 40/50 km razem z pracownikami. Mnie to bardzo cieszyło i byłam dumna, że mogę z nimi jechać. Niestety dla nich to nie była chyba żadna radość a czasem miałam wrażenie, że im przeszkadzamy. Nawet ciężko było znaleźć miejsce, bo nie każdy pozwalał obok siebie usiąść, bo niby tam trzymał dla swoich. Oczywiście nie wszyscy byli tacy…

W jakim ja byłam napięciu cały ten czas, gdyż to był pierwszy dzień, w którym miałam zobaczyć Strefę! Jak zobaczyłam przez okno pociągu pierwszy raz widok elektrowni, który z każdą chwilą zbliżał się coraz bardziej to ekscytacja i napięcie sięgały zenitu. No to zaczyna się …

Pociąg podjechał do takiego tunelu, w którym były wycięte miejsca na drzwi pociągu i wyszliśmy całym tłumem (pociąg miał kilka wagonów i był cały zapełniony) i podążyliśmy w jednym kierunku. Na końcu tego tunelu-peronu była bramka. Pracownicy z przepustkami weszli od razu a my musieliśmy przejść odprawę. Z paszportami w rękach, wyczytywani po kolei przeszliśmy przez kontrolę i za chwilkę mieliśmy rozpocząć zwiedzanie. Jeszcze przed tym przeszliśmy odprawę, którą przeprowadził nam Paweł i na której powiedział nam wszystkie najważniejsze informacje, które są ważne i które mogą być bardzo przydatne podczas zwiedzania Strefy.

Na zewnątrz stacji czekały na nas dwa autobusiki i w każdym siedział strażnik, który miał nas pilnować. Podzieliliśmy się na dwie grupy – jedną dowodził Paweł Mielczarek a drugą dr Marek Rabiński i wyruszyliśmy.

Ze Strefą Zero współpracuje jeszcze jedna bardzo ważna i znana osoba – Siergiej Akulinin (można go było zobaczyć m.in. w produkcji TVN „Czarnobyl – wstęp wzbroniony”). On był tam także, ale obsługiwał grupę obcokrajowców, chyba z Anglii czy nawet ze Stanów Zjednoczonych ( w każdym razie nie Ukraińców i nie Polaków) i też gdzieś tam się mijaliśmy czy spotykaliśmy się na obiadach, ale z nami niestety nie jeździł. Siergiej jest byłym pracownikiem elektrowni i był na zmianie podczas feralnego dnia awarii w elektrowni.

Pierwszym naszym celem było „Oko Moskwy” czy Radar „Duga” jak kto woli. To jest dopiero coś !!! Ależ ja byłam pod wrażeniem. Chodziłam i patrzyłam zafascynowana i robiłam zdjęcia zanim  zorientowałam się że w sumie to czas ucieka i trzeba byłoby się zacząć tam wdrapywać (choć jest to zakazane i papiery jakieś podpisywaliśmy – ja w życiu tyle nielegalnym rzeczy nie robiłam  co podczas tego jednego wyjazdu ;)).

„pierwsze spojrzenie”/ fot. Sławomir K.
„drugie spojrzenie” / fot. Sławomir K.

 

Zaczęliśmy się więc wspinać po tych drabinkach, których stan pozostawia wiele do życzenia 😉 Poza tym było to pierwsze miejsce w Strefie, w którym byliśmy, więc taka niepewność jeszcze istniała czy faktycznie można tam wejść, czy to w miarę bezpieczne, jak tam z tym skażeniem bo przecież tych drabinek trzeba się trzymać, dotykać itp… Ale były to emocje ! Ale poszliśmy. Tylko, że doszliśmy mniej więcej do połowy, bo od tego zaciskania rąk na drabinkach tak mnie bolały, że nawet jakbym weszła na górę to nie wiem czy sił by mi starczyło na zejście 😉

wspinaczka do góry
przerwa na podziwianie widoczków
ta kładka była ostatnia – najwyższa dla nas
już prawie na samym dole

 

Do tej pory żałuję, że nie byłam na szczycie i z mega zazdrością oglądam zdjęcia tych, którzy tam dotarli. Dlatego myślę żeby tam jeszcze wrócić i może to nadrobić 😉 Tylko, że chodzą plotki, że Oko Moskwy ma zostać rozebrane (kto zastanawia się nad wyjazdem to niech jedzie póki to jeszcze tam jest).

gdzieś tam na horyzoncie widać elektrownię
stan kładek
widok z góry

„Oko Moskwy” znajduje się w miejscu zwanym Czarnobyl-2. Tam jest jeszcze parę ciekawych miejsc do zwiedzenia, do których także nie dotarliśmy. Są tam też różnego rodzaju budynki, z których ciekawie można sfotografować radar (ale my tego także nie mamy  tzn tych fajnych zdjęć z budynków :/)

Tak naprawdę czas, który mieliśmy tam do dyspozycji starczył nam na to aby przejść wzdłuż radaru, napatrzeć się na niego, wejść kawałek na niego i powrócić do miejsca zbiórki, zahaczając na szybko parę budynków po drodze. Mieliśmy tam ok. 2h.

Jeśli chodzi o zdjęcia, to z tego wrażenia to ani ja ani mój narzeczony nie pomyśleliśmy aby odejść kawałek dalej i zrobić jakieś lepsze ujęcia – jakoś tak dziwnie uparcie tkwiliśmy prawie że pod samym radarem 😉

I tak jest dopiero ok godz 11 😉 a przed nami jeszcze dłuuuuuugi dzień, bo wyjazdy ze Strefy mieliśmy dopiero między 20 a 21. Dlatego dalsza część tego dnia w kolejnej części …

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *